Mój żywopłot z Laurowiśni

Żywopłot z laurowiśni caucasica to zadanie jakie postawił przed nami w tym roku mój mąż. Naoglądał się tego, gdy byliśmy w Anglii, potem ponoć dotarł na koniec Pinteresta i tak się uparł, że zaczęliśmy realizować plan. Ogólnie to mądry facet, ale nie przewidział jednego. Dlaczego dookoła nikt nie ma takiego żywopłotu? Oczywiście pomijam najbliższą okolicę, bo tu w ogóle jeszcze nikt nie ma, ale już tam nieco dalej…

Żywopłot z laurowiśni caucasica a polskie zimy

Pierwszy strzał to warunki do życia. Z tymi zimami w ostatnim czasie to różnie bywa, ale trzeba przyznać, że jak już zawieje chłodem, to niemal Syberia za oknem. No to mężuś szybko skoczył do Internetu i czyta i czyta i czyta. W sumie gdzie nie trafił, to pisali inaczej, a to, że do naszego klimatu się nie nadaje, a to, że można, ale trzeba osłaniać, a to, że na luzie można.

W końcu trafił na mapę ze strefami temperatur oraz informacją, że u nas wytrzyma. Jak nie będzie dramatu w okolicach -25 st. C., to będzie rosnąć. Skąd wierzyć takiej wiadomości? Pewnie miałby dalej wątpliwości, gdyby nie fakt, że sąsiad niedaleko posadził sobie laurowiśnię caucasica na przełomie sierpnia i września 2017 i udało jej się przetrwać zimę. To tylko utwierdziło nas w przekonaniu co do tej rośliny, ale nadal pozostawało pytanie czemu masowo tego się nie sadzi.

Wschodnia dostępna, ale laurowiśnia caucasica już nie tak bardzo

Drugi strzał okazał się celny. Mianowicie chodzi o dostępność sadzonek. Być może ludzie nie za bardzo znają tę roślinę, może się boją zim, a więc i nie dręczą szkółek pytaniami o nie. Z kolei skoro nie ma zainteresowania to i nie ma podaży. Proste? Chyba tak. Zaczęliśmy szukać znów po Internecie. Sąsiad przypadkiem sprowadził sobie z Niemiec, więc nie mógł nam pomóc. Na szczęście się udało dostać z przesyłką kurierską. To znaczy „szczęście” w pierwszym momencie po dostawie nie było takie pewne.

Przyszły małe sadzonki z korzeniami otulonymi torfem i otoczonymi czarnym streczem. Bardziej to wyglądało jak jakieś granaty. Zmartwiłam się, gdy spojrzałam na te biedne, oklapłe listki. W pierwszym momencie podjęliśmy wspólnie decyzję, aby je odesłać. Jednak po naradzie z sąsiadami, z którymi kupowaliśmy sadzonki, stwierdziliśmy, że trzeba dać im szansę. Żywopłot z laurowiśni caucasica naprawdę wygląda imponująco, zatem byliśmy zdeterminowani, by to doprowadzić do nasadzeń.

Sadzonki na żywopłot z laurowiśni caucasica | ZWiosennej - Home & Lifestyle blog
Sadzonki na żywopłot z laurowiśni caucasica | ZWiosennej – Home & Lifestyle blog

Happy end?

Posadzenie 45 sadzonek zajęło praktycznie cały dzionek. Z daleka wyglądało to całkiem całkiem, ale z bliska… widać, że toczył się prawdziwy dramat o przetrwanie. Podlaliśmy przez dwa wieczory, a kolejne dwa odpuściliśmy, bo niby miało padać. Efekt? Żółte liście, które zaczęły odpadać. To nas zaczęło dobijać, ale skoro już się zdecydowaliśmy je zostawić, to walczyliśmy dalej.

Po pierwszym tygodniu od nasadzeń nic nie zapowiadało, że z tej partii sadzonek będziemy mogli myśleć o wymarzonym żywopłocie z laurowiśni caucasica. Dużo lepiej wyglądało to po drugim tygodniu, gdyż pojawiły się pierwsze małe, świeżutkie, jasnozielone listki. Po trzecim tygodniu możemy spokojnie powiedzieć, iż z 45 sadzonek może 5 nie daje oznak życia. Z nimi się też jeszcze nie poddamy. Spróbujemy je przyciąć i zobaczymy co będzie. Niemniej wydaje się, że najgorsze już za nami. Fajnie, fajnie, fajnie!

Dajcie znać w komentarzu poniżej, czy u siebie też zastosowaliście tę roślinę. Pozdrawiam.